Amerykański sędzia federalny: program inwigilacyjny NSA jest „najprawdopodobniej niezgodny z konstytucją”

Standard

16-stego grudnia doszło do przełomowego wyroku w sprawie kontrowersyjnych działań amerykańskiego wywiadu. We wstępnym orzeczeniu sędzia federalny stanu Waszyngton ostro skrytykował prowadzony przez NSA (National Security Agency; ang. Agencja Bezpieczeństwa Narodowego) od 2001 roku program masowego monitoringu połączeń telefonicznych i uznał go za niekonstytucyjny. Orzeczenie może oznaczać, że  proceder niebawem uznany zostanie za nielegalny.

national-security-agency-logo

Logo NSA (National Security Agency; ang. Agencja Bezpieczeństwa Narodowego), najpotężniejszej amerykańskiej agencji wywiadowczej

W czerwcu 2013 roku za sprawą Edwarda Snowdena wyszło na jaw, że amerykańskie służby oprócz terrorystów inwigilują też własnych obywateli. Od tego czasu wywiad i gabinet Obamy zmuszeni byli bronić legalności i zasadności inwazyjnego monitoringu zwykłych Amerykanów, który dotychczas trzymali w tajemnicy.

Najwięcej kontrowersji wywołał program pozwalający NSA na gromadzenie danych na temat wszystkich połączeń telefonicznych wykonywanych przez Amerykanów. Służby od początku 2001 roku mają dostęp do niezwykle wrażliwych danych na temat każdego obywatela i osób, które się z nimi łączyły. Agencja przechowuje informacje na temat tego kto, do kogo i kiedy dzwonił, jak długo trwała rozmowa i gdzie znajdowali się rozmówcy – na pięć lat wstecz.

Sprzeciw wobec tak inwazyjnych programów wyraziło publicznie szerokie grono wpływowych ludzi, oskarżając wywiad o nieposzanowanie prawa do prywatności zwykłych obywateli, przekroczenie uprawnień oraz ukrywanie tego faktu przed zarówno opinią publiczną, jak i kongresem.

Do pocztu kwestionujących legalność tego, co robi agencja dołączył w zeszły poniedziałek sędzia federalny Richard John Leon. Sędzia napisał, że przeszukiwanie bazy danych o połączeniach bez zgody sądu jest “bezwzględnym i masowym” nadużyciem. Nie pozostawił suchej nitki na agencji i ich programie, m.in. nazywając go „niemal Orwellowskim” i mówiąc, że twórca amerykańskiej konstytucji James Madison “byłby przerażony” gdyby dowiedział się o skali monitoringu jakiego dopuszcza się agencja.

Orzeczenie, choć wstępne, stanowić może znaczny przełom w pojedynku między agencją a przeciwnikami masowej inwigilacji, którzy od czasu ujawnienia tego programu wskazywali, że jest on niezgodny z amerykańską konstytucją i wzywali do jego zniesienia.

Sędzia R. J. Leon ocenił, że monitorowanie połączeń jakiego dopuszcza się NSA stanowi “nieprzerwane, codzienne rewizje praktycznie każdego obywatela… [dokonywane] bez jakichkolwiek konkretnych podejrzeń”. Czwarta poprawka do konstytucji zabrania władzy rewidować obywateli gdy nie istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Jak mówią organizacje działające na rzecz swobód obywatelskich, to „historyczne” orzeczenie jest pierwszym krokiem w kierunku reformy amerykańskiego wywiadu. Według nich przełomowe jest też to, że sędzia Leon zdecydowanie odrzucił główny argument NSA, że gromadzenie setek milionów danych telefonicznych o swoich obywatelach jest niezbędne do walki z terroryzmem.

Sędzia R. J. Leon podkreślił, że administracja Obamy  nie przedstawiła “żadnych dowodów” na to, żeby w sytuacji zagrożenia atakiem terrorystycznym przeszukiwanie bazy danych telefonicznych było bardziej skuteczne niż tradycyjne metody śledcze.

Proces, w jakim orzekał sędzia Leon wytoczył agencji NSA w czerwcu prawicowy działacz i znany prawnik Larry Klayman. Stało się to krótko po tym jak Snowden za pośrednictwem dziennikarzy wyjawił światu pierwszy ściśle tajny dokument dowodzący istnienia programu, którego Klayman nazwał “potajemną i nielegalną zmową”. Prawnik wnosił, by agencja  zaprzestała gromadzenia jego danych telefonicznych.

W ubiegły piątek (20 grudnia) wydano także raport “Wolność Obywatelska i Bezpieczeństwo w Obliczu Zmieniającego się Świata”   (ang. Liberty and Security In a Changing World) przygotowany przez specjalną komisję powołaną przez samego Baracka Obamę, który zawiera 46 rekomendacji. Raport zaleca gruntowną reformę NSA i jej programów wywiadowczych, w tym programu krytykowanego przez sędziego Leona.

(v2)

Pisząc artykułu korzystałem z publikacji internetowych wersji Guardiana i Washington Post, jak i informacji znajdujących się na portalach organizacji American Civil Liberties Union (ACLU), Think Progress i Electronic Frontier Foundation (EFF). Korzystałem też z publikacji portalu informacyjnego World Net Daily (WND).

 Tłumaczeń wypowiedzi i nazw, które znaleźć można w artykule dokonałem samodzielnie.

Logo NSA, które widnieje w artykule można znaleźć pod tym adresem: http://endthelie.com/wp-content/uploads/2012/05/national-security-agency-logo.jpeg

It’s perfectly natural for politicians to be dishonest – but Chris Blackhurst would rather not know

Standard

If you were to guess, you would probably say that Chris Blackhurst of The Independent – a respected career journalist described in 2011 as having spent “most of his life writing about politics” – is likely to be pretty clued up on official doublespeak.

Yet, in his recent column the former editor of the UK national paper makes this startling point: Snowden leaks have damaged national security because the intelligence community says so. “If MI5 warns that this is not in the public interest who am I to disbelieve them?” said Mr Blackhurst.

It doesn’t take a genius to realise that when government officials give opinions publicly, what they say will very likely be shaped by their interests and political alliances. Hence, the question I would rather see Chris Blackhurst asking is “Who are THEY for me to disbelieve them?”

The Snowden disclosures – which, among other things, have encouraged calls for more transparency and accountability of the secret services – are clearly inconvenient for the intelligence community. Hence, the head of the MI5 should be entirely expected to be making those criticisms. Indeed, as this analysis strongly suggests, ‘the security line’ has been used in efforts to conceal government wrongdoing from the public eye. As in the case of Wikileaks disclosures, the supposed damage to national security was proven to have been deliberately inflated on at least several occasions.

Consequently, unless backed with evidence, the allegations of the MI5 boss are a paper tiger – something to which a considerable portion of the public (including, worryingly, a senior journalist) is seemingly oblivious to.

Just how clouded the truth could become if one was to take words of politicians at face value was conveniently demonstrated on Wednesday, coincidentally, by the most important politician in the country. During Prime Minister’s Questions, David Cameron and Liam Fox (former defence minister) had a brief exchange. Liam Fox requested a:

“[F]ull and transparent assessment of whether The Guardian’s involvement in the Snowden affair has damaged Britain’s national security”

He then went on to suggest The Guardian was behaving hypocritically by calling for prosecution in the phone-hacking scandal (to which he dismissively referred to by “the hacking of a celebrity phone”) while being guilty of “leaving the British people and their security personnel more vulnerable”.

Fox’s empty accusations and dishonesty in asking a question that he already claims to know the answer to are notable.[1] But Cameron’s highly liberal interpretation of reality in his response to Fox’s question is a work of art (emphasis added):

“I think the plain fact is that what has happened has damaged national security, and in many ways The Guardian itself admitted that when, having been asked politely by my national security adviser and Cabinet Secretary to destroy the files that it had, it went ahead and destroyed those files.”

Take the main claim the PM is making – that by destroying the files in response to a “polite” request, The Guardian admitted that the leaks were damaging national security.

To start with, the notion of a polite request is not based on reality. The Guardian – as widely reported – destroyed the files in fear of legal action. As Alan Rusbridger, the editor of the paper said when he made clear what led to his decision:

“I explained to British authorities that there were other copies in America and Brazil so they wouldn’t be achieving anything.

But once it was obvious that they would be going to law I preferred to destroy our copy rather than hand it back to them or allow the courts to freeze our reporting.”[2]

Evidently, the decision to destroy the files was strongly influenced by the fact that the act was essentially symbolic. And indeed – reporting on the Snowden files continued regardless; the copies of the files can still be accessed by other media outlets.

Likewise, it is definitely not a “plain fact” that national security has been damaged. To the contrary – no evidence has been produced and there are strong reasons to distrust that assumption given how it can be, and has been, leveraged to the detriment of public interest.

David Cameron’s claims don’t stand simple scrutiny.

The claim that Snowden disclosures jeopardised “national security” (or even gave the so-called ‘terrorists’ a better understanding of counter-terrorism) is even weaker when we consider how much already had been in the public domain before June 2013. Take James Bamford’s widely accessible record of the history and capabilities of the NSA, renowned for its detail. Duncan Campbell’s reports that meticulously document GCHQ’s infrastructure, partnerships and the ins-and-outs of ECHELON are just a few clicks away for users of the internet. There are many more publications that elaborate on very detailed aspects of the intelligence cycle. Those materials form a comprehensive body of detailed knowledge that dwarfs anything the Snowden disclosures have brought to light.

Chris Blackhurt’s trust in the intelligence community that they will “keep the world safe” is not a good enough reason to hinder an informed debate over crucial matters of public interest.

There is a pressing need for citizens to become more politically aware in this potent time for reform. Journalists are meant to play an important role in this by providing the public with an enhanced, not superficial, understanding of political issues.

A former editor of a major national newspaper openly announcing that he uncritically accepts claims of state officials as the truth is not exactly the perfect start, is it?

_______________________________________________

[1] What is also notable – almost to the point where it justifies a separate post – is Liam Fox’s special relationship with the Guardian. In 2011, he was forced to resign after the newspaper’s investigation, which revealed he had been giving unwarranted access to the Ministry of Defence to a “former flatmate”. Coincidentally, Mr Fox was accused of jeopardising national security at the time.

[2] It was also reported that at one point The Guardian was contacted by “government officials” who said “You’ve had your fun. Now we want the stuff back”.

PARTNER DZIENNIKARZA PRACUJĄCEGO Z EDWARDEM SNOWDENEM ZATRZYMANY NA 9 GODZIN

Standard

David Miranda, partner Glenna Greenwalda, dziennikarza znanego ze ścisłej współpracy z Edwardem Snowdenem, został zatrzymany przez angielską policję na Londyńskim Heathrow w niedzielę rano, gdzie poddano go dziewięciogodzinnemu przesłuchaniu.

Glenn Greenwald, prawnik i dziennikarz brytyjskiego Guardiana, wieloletni krytyk programów inwigilacyjnych zachodnich specsłużb, najbardziej wsławił się pierwszoplanową rolą w największym wycieku tajnych informacji w historii potężnej amerykańskiej agencji wywiadowczej NSA (ang. National Security Agency – Agencja Bezpieczeństwa Narodowego). Był on jednym z dwóch dziennikarzy, którym Edward Snowden przekazał zbiór ściśle tajnych dokumentów wykradzionych specsłużbie. Materiały zawierały m.in. szczegóły programów masowej inwigilacji.

Greenwald zatrzymanie swojego partnera skomentował w poniedziałek na łamach Guardiana, nazywając je „znaczną eskalacją ataków wymierzonych w dziennikarstwo jak i towarzyszący mu proces zdobywania informacji”. Powiedział też, że decyzja brytyjskiej policji „była w oczywisty sposób motywowana chęcią zastraszenia tych z nas, którzy piszą o NSA i jej odpowiedniku w Wielkiej Brytanii – GCHQ”.

Współpraca albo więzienie

Davida Mirandę zatrzymano o 8:05 zanim zdołał przesiąść się na lot do Brazylii, gdzie mieszka wraz z Greenwaldem. Skonfiskowano nie tylko należące do niego płyty DVD, ale i telefon komórkowy, komputer przenośny, dwa nośniki danych USB, dysk zewnętrzny i inne elektroniczne urządzenia jakie posiadał, w tym konsolę do gier i nowo zakupione telefony.

Według jego własnej relacji, funkcjonariusze zmusili go do wyjawienia haseł do komputera i komórki. „Powiedzieli, że mam obowiązek odpowiedzieć na wszelkie pytania i wielokrotnie używali słów ‘więzienie’ i ‘komisariat’”. Jak mówi, w przesłuchaniu brało udział łącznie 7 agentów, którzy zadawali mu pytania na temat jego „całego życia”. Mirandzie odmówiono tłumacza (wolał porozumiewać się ojczystym portugalskim) i nie wyrażono zgody na to, by zapisywał zadawane pytania. Dostęp do prawnika uzyskał dopiero na godzinę przed zakończeniem przesłuchania.

Brazylijczyka przesłuchiwano 9 godzin – maksymalną ilość czasu na jaki pozwala Ustawa o Terroryźmie (2000), na którą przy zatrzymaniu powołały się brytyjskie służby. Bez wątpienia był to wyjątkowy przypadek, biorąc pod uwagę, że tylko 0.06% osób zatrzymywanych na mocy tej ustawy przesłuchiwano dłużej niż 6 godzin (1).

Jak powiedział Guardianowi David Anderson, niezależny ekspert recenzujący przepisy antyterrorystyczne, na mocy tego zapisu policji wolno zatrzymać i przesłuchać „każdego (…) bez potrzeby zaistnienia jakichkolwiek podejrzeń”. Przesłuchanie z tytułu tej ustawy, która obowiązuje tylko w strefach granicznych – m.in. na lotniskach, ma odbywać się wyłącznie w celu ustalenia czy przesłuchiwany jest terrorystą. Jeśli po zakończeniu procedury policja uzna, że przesłuchiwany niewystarczająco z nimi współpracował, może on trafić do więzienia.

„Wysoce drażliwe materiały” w posiadaniu Mirandy

Miranda w dniu zatrzymania zmierzał do swojego domu w Rio De Janeiro, gdzie mieszka z Greenwaldem. Wracał on ze spotkania z przebywającą w Berlinie Laurą Poitras – reżyserką, dziennikarką i bliską współpracowniczką Greenwalda. To z nią, oprócz dziennikarza Guardiana, skontaktował się Snowden w sprawie zamiaru ujawnienia tajnych dokumentów.

Brytyjskie MSW, po zdecydowanym nacisku środowisk politycznych, zmuszone było wytłumaczyć kontrowersyjną decyzję policji, której początkowo nie chciało komentować. Jak podał we wtorek po południu Guardian, rzecznik Home Office powiedział, że zatrzymany w niedzelę Miranda był w posiadaniu „wysoce drażliwych, skradzionych materiałów które mogłyby przydać się terrorystom”. W tym świetle, jak uważa ministerstwo, 9-godzinne zatrzymanie partnera znanego dziennikarza i konfiskata posiadanych przez niego  nośników danych jest w pełni uzasadniona.

Guardian nie ukrywa, że w tym pracowitym dla niego okresie Greenwald korzysta z pomocy partnera. W jednym z artykułów opisujących zajście otwarcie stwierdza się, że gdy doszło do zatrzymania, Miranda jako kurier przewoził (bliżej nieokreślone) materiały dla Greenwalda. W wypowiedzi dla mediów stwierdził: “To oczywiste dlaczego mnie zatrzymali. To dlatego, że jestem partnerem Glenna. Bo wybrałem się do Berlina. Bo Laura tam mieszka. Myślą więc, że jestem głęboko zamieszany.” –mówił – „Ale nie gram tu roli. Nie przeglądam dokumentów. Nie wiem nawet, czy w tym co przewoziłem były jakieś dokumenty. Może to było na potrzeby filmu nad którym pracuje Laura.”

Jak mówią prawnicy Mirandy, na urządzeniach skonfiskowanych przez władze znajdowały się „poufne materiały dziennikarskie, które nie powinny być zatrzymywane”.  Co więcej, zastosowanie przepisów Ustawy o Terroryźmie w tym przypadku stanowi według prawników „celowe ominięcie” ustawowych procedur przewidzianych w przypadkach gdy policja chce uzyskać dostęp do poufnych informacji dziennikarskich. W takich sytuacjach służby zwykle muszą prosić o zgodę sąd. Prawnicy, których zatrudnił Guardian, nazywają działania policji „bezprawnymi” i zapowiadają pozew.

Opinię prawników podziela Charles Falconer, polityk, który pełnił funkcje w rządzie Tonego Blaira i który pomógł wprowadzić Ustawę o Terroryźmie w 2000 roku. Według niego władze brytyjskie przekroczyły swoje uprawnienia. „[Ta ustawa] nie została przegłosowana z myślą o ludziach takich jak David Miranda„ – pisał w środę w Guardianie – „Funkcjonariusze wiedzieli, że Miranda nie jest terrorystą, ale mimo wszystko go przetrzymywali”.

(1) Informacja zaczerpnięta z dokumentu opublikowanego we wrześniu ubiegłego roku przez brytyjskie MSW: https://www.gov.uk/government/uploads/system/uploads/attachment_data/file/157896/consultation-document.pdf

SNOWDEN UJAWNIA: NSA SZPIEGUJE WSZYSTKICH

Standard

Oto obiecywany od długiego czasu artykuł o czerwcowych rewelacjach Edwarda Snowdena na temat amerykańskiej specsłużby NSA. Planuję napisać serię artykułów na ten temat, bo jest on wielowątkowy i w mojej opinii bardzo słabo omawiany w polskich mediach. Na porządku dziennym są podstawowe błędy rzeczowe (np. dotyczące wieku Snowdena, tego jak i kiedy zdobył ujawnione informacje czy tego od kiedy amerykańskie specsłużby moniturują świat) w największych polskich mediach i portalach (np. Gazecie Wyborczej, Na Temat.pl, TVN24.pl czy Tok.fm).

Miłej lektury i dziękuję za cierpliwość:

 

SNOWDEN UJAWNIA: NSA SZPIEGUJE WSZYSTKICH

Na początku czerwca doszło do największego wycieku informacji w historii National Security Agency (ang. NSA; Agencja Bezpieczeństwa Narodowego) – najpotężniejszej amerykańskiej specsłużby, która swoich tajemnic strzeże pilniej niż CIA. Oczy i uszy tej agencji tradycyjnie zwrócone są wyłącznie poza granice kraju – specjalizuje się w kryptografii, co pozwala jej np. odszyfrowywać zakodowane wiadomości dyplomatów albo przechwytywać komunikaty terrorystów. Agencja monitoruje także – na ogromną skalę – internet i  połączenia telefoniczne.  Zdobyte przez nią informacje lądują między innymi na biurku prezydenta w postaci sprawodzań wywiadowczych.

Jednak od 2001 roku, uprawnienia jakimi dysponuje NSA w ramach wojny z terroryzmem w coraz większym stopniu używane są do monitorowania tego co robią zwykli obywatele – na świecie i w granicach kraju. Wyciek informacji sprzed dwóch miesięcy rzucił światło na szereg ściśle tajnych programów realizowanych przez NSA monitorujących niemal wszystkie globalne drogi komunikacji. Mimo, że niektóre aspekty działalności agencji w Stanach były już znane, to jak daleko faktycznie sięga inwigilacja Amerykanów i reszty świata zaskoczyło wszystkich, łącznie z amerykańskimi kongresmenami – którzy w teorii mają nad tymi programami sprawować nadzór w imieniu wyborców.

 

Snowden: „Wyraźnym celem NSA jest monitorowanie wszystkich”

Demaskatorem okazał się Edward Snowden – 30-latek, który ma za sobą niemal dziesięcioletni staż w amerykańskim wywiadzie. Zaniepokojony „nadużyciami”, których był świadkiem, postanowił – jak mówi: „poinformować opinię publiczną o tym co się w jej imieniu robi, jak i o tym, co robi się przeciwko niej”.

Snowden, specjalista informatyk, który przez ostatnie cztery lata pracował dla NSA, od 6 czerwca ujawnia dokumenty (między innymi wnioski i orzeczenia tajnego sądu, opinie prawne jak i ściśle tajne prezentacje multimedialne), które podstępem wykradł agencji i wywiózł ze sobą do Hong Kongu. Dostęp do pokaźnej liczby tajnych dokumentów uzyskał pracując dla jednego z podwykonawców NSA – korporacji Booz Allen Hamilton.

„Wyraźnym celem NSA jest monitorowanie wszystkich”, powiedział 6 czerwca w wywiadzie dla Guardiana. Snowden opowiedział dziennikarzowi jak daleko sięgają zdolności inwigilacyjne agencji:

“Analitycy mogą w danym momencie inwigilować każdego, za pomocą dowolnego kryterium, gdziekolwiek na świecie. To, gdzie te rozmowy zostaną przechwycone zależy od zasięgu  i uprawnień, które posiada analityk. Nie wszyscy analitycy mają pełny dostęp do wszystkich danych. Ale ja, siedząc za biurkiem, zdecydowanie miałem uprawnienia do monitorowania każdego – począwszy od twojego księgowego, skończywszy na sędzi federalnym albo nawet prezydencie, jeśli dostałbym osobiste zlecenie.”

Od czasu ujawnienia ściśle tajnych informacji, Snowden stara się uniknąć deportacji do USA, gdzie – jak uważa – czekać go może niesprawiedliwy wyrok i tortury. Aktualnie znajduje się w nieznanym miejscu w Rosji, od której otrzymał tymczasowy azyl. Pobyt w kraju Putina ma być jedynie przystankiem. Po tym jak administracja Obamy odebrała mu paszport, Snowden zmuszony jest oczekiwać na dokumenty, które umożliwią mu dalszą podróż. Nie jest jasne gdzie uda się Snowden lub kto przekaże mu dokumenty – takim krajem okazać się może np. Wenezuela, która wyraziła gotowość przyjęcia 30-latka.

Zapytany co zmotywowało go do tak zdecydowanych działań, powiedział: „Jestem zwykłym facetem, który siedzi dzień po dniu przy biurku, widzi co się dzieje i myśli: to nie my powinniśmy podejmować te decyzje, to opinia publiczna musi zdecydować czy te programy [inwigilacyjne] i taka polityka są dobre, czy nie. Ujawniam prawdę. To się naprawdę dzieje. Powinniście zdecydować czy to jest potrzebne.”

Z dokumentów wynika między innymi, że NSA w tajemnicy i wbrew konstytucji zbiera i przechowuje ogromne ilości danych na temat tego z kim, gdzie, kiedy i jak komunikują się Amerykanie. Istnieją też okoliczności, w których masowo czyta się i podsłuchuje rozmowy – zarówno internetowe jak i telefoniczne – osób niepodejrzewanych o żadne przestępstwo. Podobnej inwigilacji amerykańskie służby poddają resztę świata.

 

Co wolno NSA

Okoliczności w jakich analitycy NSA uzyskują dostęp do prywatnych wiadomości zwykłych obywateli nie są w pełni znane. Jednak dzięki dokumentom ujawnionym przez Snowdena i wypowiedziom urzędników NSA (między innymi podczas zeznań w amerykańskim Kongresie) na jaw wyszły niektóre procedury jakimi w monitoringu komunikacji kieruje się agencja.

Jedna z nich pozwala pracownikom agencji przeskakiwać o „trzy oczka” w przeszukiwaniu listy kontaktów „celu”, czyli osoby poddawanej monitorowaniu. Oznacza to, że agenci NSA uzyskują dostęp nie tylko do historii połączeń osób znajdujących się na liście kontaktów tej osoby, ale też do bilingów telefonicznych wszystkich, którzy kontaktowali się z osobami figurującymi na tej liście. Potem analitykom wolno przeskoczyć o jeszcze jedno „oczko”, czyli poddać monitoringowi wszystkie osoby znajdujące się w książkach telefonicznych osób, które kontaktowały się ze znajomymi „celu”.

Gdy założymy, że na liście kontaktów przeciętnej osoby znajduje się 40 pozycji, monitoring jednego podejrzanego może wiązać się z inwigilacją przeszło 2.5 miliona Amerykanów, jak wyliczyło Global Research. Biorąc pod uwagę, że w bazie danych „podejrzanych o terroryzm” figuruje przeszło 875000 osób (w tym tysiące Amerykanów), nie trudno wyobrazić sobie, że sieć zarzucona przez NSA mogłaby objąć wszystkich w obrębie kraju – dodaje strona. Taki sam mechanizm „trzech oczek” obowiązuje podczas analizy danych internetowych – w przypadku emaili przeglądanie listy kontaktów ma odbywać się na tych samych zasadach. Nie jest do końca jasne jak wygląda to w przypadku historii odwiedzonych stron. Niektórzy publicyści sugerowali, że monitorowanym można być poprzez np. częste odwiedzanie tej samej witryny co ktoś figurujący na liście podejrzanych.

Najwięcej kontrowersji wywołały informacje, że NSA masowo inwigiluje zwykłych Amerykanów – co zabronione jest przez konstytucję . Według dokumentów, które widział Guardian, NSA od „conajmniej dekady” masowo przesiewa zapisy komunikacji internetowej, w których jedna ze stron znajduje się na terenie Stanów Zjednoczonych.

Wprowadzone niedawno innowacje aktualnie pozwalają NSA na analizowanie conajmniej 75% danych płynących przez kable internetowe. Agencja zbiera i przegląda ogromne ilości danych zawierających rejestr komunikacji internetowej (w tym emailowej) – czyli kto, do kogo i skąd pisał – oraz internetowe numery identyfikacyjne IP (za pomocą którego uzyskać można np. listę odwiedzanych stron lub haseł wpisanych w wyszukiwarkę).

Na światło dzienne wyszły też protokoły na podstawie których analitycy NSA podejmują decyzję, czy wolno im bez nakazu sądowego monitorować dany „cel”- teoretycznie poza zasięgiem agencji znajdować się mają obywatele Stanów Zjednoczonych i ci przebywający na terenie kraju (do tego potrzebna jest zgoda sądu).

W praktyce analitycy muszą mieć tylko 51% pewności, że podsłuchiwany nie jest Amerykaninem bądź nie znajduje się na terenie kraju by można było uznać go za „cel” i inwigilować. By podjąć decyzję o obywatelstwie i miejscu przebywania podsłuchiwanego, analityk wykorzystać ma wszystkie informacje do jakich ma dostęp – w tym treść rozmów przeprowadzanych przez niego rozmów telefonicznych i internetowych. Zdobyte tą drogą informacje – jeśli analityk uzna, że są przydatne – są przechowywane do dalszego wykorzystania.

Podsłuchiwać i przechowywać rozmowy Amerykanów wolno im też, jeśli spoza granic USA kontaktuje się z nimi obywatel innego kraju. Korzystając z tak mało restrykcyjnych wytycznych, NSA siłą rzeczy zbiera i przechowuje ogromne ilości informacji na temat osobistego życia milionów Amerykanów. Pracownikom NSA na szkoleniach mówi się, że „przypadkowe” przeglądanie prywatnych danych Amerykanów „nie jest powodem do zmartwień”.

W ostatecznym rozrachunku, obecny stan prawny mimo wszystko umożliwia NSA masowe szpiegowanie zwykłych Amerykanów – co jest wbrew konstytucji.

Niektóre dokumenty ujawnione przez Snowdena ukazują konkretne aspekty operacji inwigilacyjnych NSA i udziału firm telekomunikacyjnych i internetowych w tym procederze.

 

Agencja wie kto, do kogo, kiedy, skąd, dokąd i na jak długo dzwonił

Jak potwierdził jeden z dokumentów, znaczącą rolę w działaniach amerykańskiej specsłużby odgrywają giganci telekomunikacyjni: Verizon, BellSouth i AT&T, którzy od wczesnych miesięcy 2001 roku umożliwiają NSA gromadzenie wszystkich danych przepływających przez ich kable światłowodowe. Dzięki tej współpracy, agencja zbiera i przechowuje parametry niemal wszystkich rozmów telefonicznych na terytorium USA: kto, do kogo i kiedy wykonał połączenie, jak długo trwała rozmowa i gdzie znajdowali się uczestnicy.

Pierwszym dokumentem jaki opublikował Snowden był nakaz dotyczący właśnie tego aspektu monitorowania, wydany przez tajny sąd FISC, który zobowiązywał amerykańskiego giganta telekomunikacyjnego Verizon do przekazania NSA „danych telefonicznych” wszystkich klientów.

Dokument, który ujawnił Snowden, potwierdza, że pratyki o które podejrzewano agencję już w 2006 roku rzeczywiście miały miejsce. Mark Klein, pracownik firmy telekomunikacyjnej AT&T, natknął się wtedy na tajne pomieszczenie w siedzibie firmy w San Fransisco. W pokoju znajdowały się kable, przez które płynęły informacje zawierające m.in. parametry wszystkich połączeń jakie wykonywali klienci tej firmy.

W pokoju 641A, kontrolowanym przez NSA, pod kable podłączono aparaturę, która kopiowała wszystkie te dane i wysyłała je na serwery agencji. Po obejrzeniu schematu instalacji, Klein zdał sobie sprawę, że przez infrastrukturę do której podłączyły się specsłużby, oprócz danych telefonicznych (z prędkością nawet 2.5 Gigabitów na sekundę) przepływały też ogromne ilości plików internetowych – w tym odwiedzanych stron, wysyłanych wiadomości, zdjęć – należących nie tylko do klientów AT&T, ale do wszystkich użytkowników internetu.

“Zgarniali wszystko jak odkurzacz. NSA zbiera wszystko. To są główne kable, przez które płyną nie tylko dane klientów AT&T, ale dane wszystkich.” – mówił Klein.

„Byłem przerażony. Kopiują cały internet. Nikt tutaj w niczym nie przebiera. Być może wybierają konkretne dane na późniejszym etapie, ale w punkcie przejęcia zbierają wszystko.” Klein odkrył też, że NSA zawarło umowy o przekazanie danych nie tylko z AT&T – ale z ponad dwunastoma dostawcami telekomunikacyjnymi na świecie.

 

Microsoft, Google, Skype, Facebook i inni też współpracują z NSA

Szerokim echem w mediach odbiły się ujawnione przez Snowdena dowody na to, że korporacje internetowe pomagają NSA w inwigilacyjnych eskapadach. 30 latek przekazał gazetom tajną prezentację multimedialną z kwietnia tego roku, która opisywała szczegóły programu o kryptonimie PRISM (ang. Pryzmat). Z prezentacji wynika, że giganci internetowi tacy jak Google (które jest właścicielem YouTube i GMail), Apple, Microsoft (który ma Skype i Hotmail), Yahoo i Facebook, umożliwiają NSA zbieranie ogromnych ilości niezwykle prywatnych danych znajdujących się na ich serwerach.

Kluczowe informacje na temat programu wciąż nie są do końca znane – sam program był tak tajny, że niektórym firmom nie wyjawiono nawet jego nazwy. Istnieją różnice w sposobie w jaki poszczególne media opisują jego zasięg, cel i to, jak działa. Korporacje wymienione w dokumencie kategorycznie zaprzeczyły niektórym doniesieniom. Ale według fragmentów prezentacji opublikowanych przez media, rozpoczęty w 2007 roku program PRISM pozwala NSA na pobieranie e-maili, zdjęć, rozmów głosowych, filmów i szeregu innych prywatnych plików „bezpośrednio” z serwerów tych firm.

Według Washington Post, korzystanie z programu PRISM z poziomu agencji polega na wpisywaniu tzw. „selektorów”, czyli haseł. Hasła te pozwalają namierzyć w ogromnych bazach danych informacje, które interesują osobę siedzącą przy agencyjnym komputerze (te niezwykle obszerne bazy danych zawierają m.in. parametry i treść rozmów odbywanych w internecie). „Selektory” mogą przyjąć postać np. określonego miejsca na świecie, konretnego sposobu komunikacji lub – jeśli pracownik szuka rozmów na konkretne tematy – wyrazów i ich kombinacji. Lista selektorów, których używa NSA jest jednym z najściślej chronionych sekretów agencji. Z opisów programu znajdujących się w dokumentach można wywnioskować, że PRISM przypomina wyszukiwarkę internetową. Z tą różnicą, że zamiast listy wyników składającej się ze stron odpowiadającym hasłom wpisanym w wyszukiwarce, agentowi pracującemu z tym systemem ukazywały by się wszystkie komunikacje przechwycone przez NSA odpowiadające „selektorowi”, który wpisano.

Bazy danych PRISM, oprócz ogromnej ilości internetowych rozmów wideo i audio, przechowywać mają też emaile, filmy, zdjęcia, transfery plików oraz historię korzystania z internetu – w tym zalogowań i aktywności na portalach społecznościowych. Jednym z cennych dla analityków NSA źródłem jest Skype – w 2012 zanotowano 248% wzrost w inwigilowaniu użytkowników tej usługi.

Według informacji zawartych w ujawnionym dokumencie, aż jedno na siedem sprawozdań wywiadowczych zawdzięczane jest programowi PRISM. Jak zauważyła redakcja Washington Post, oznacza to, że program musi zbierać ogromną ilość danych. Ilość wszystkich przechwyconych rocznie rozmów służących piszącym sprawozdania jako główne źródło informacji mierzy się w trylionach.

Osobna porcja dokumentów dotyczy bezpośrednio Microsoftu. Jak się okazuje – firma Billa Gatesa z niechlubnych powodów wyróżnia się na tle innych korporacji. Chętnie ułatwia specsłużbom – NSA, CIA i FBI – uzyskiwanie dostępu do danych swoich użytkowników. Brytyjski Guardian – którego dziennikarze widzieli dokumenty – opisał współpracę Microsoftu z wywiadem jako „daleko idącą i ciągłą”. Firma Billa Gatesa miała nie tylko znaleźć sposób na przechwytywanie video-rozmów w Skype, ale zapewniła też agencji dostęp do danych użytkowników swojej strony Outlook.com (co polegało na przekazaniu swoistych „kluczy” do wirtualnych sejfów) na dwa miesiące zanim wypuszczono ją na rynek. Współpraca miała też obejmować ułatwienie przechwytywania rozmów z usługi czatowej na tej samej stronie, jak i wspólne działania w celu zminimalizowaniu trudności, jakim agencja musi sprostać by w pełni zinfiltrować usługę mailową Outlook. Aktualny slogan reklamowy firmy brzmi: „Twoja prywatność to nasz priorytet”, z przekąsem zauważył Guardian.

 

Snowden ujawnił również informacje o:

Amerykańskich operacjach szpiegowskich wymierzonych w Europejskich dyplomatów,

Zatwierdzeniu przez Obamę szeregu cyberataków na Chiny,

Programie „Boundless Informant”, który porządkuje w skali globalnej wszystkie informacje zebrane przez NSA,

Brytyjskiej służbie GCHQ – odpowiedniku NSA – i ich ścisłej współpracy z amerykańskimi służbami, która może być używana by ominąć nałożone na służby ograniczenia co do szpiegowania własnych obywateli,

Bliskiej współpracy NSA z Europejskimi specsłużbami – między innymi dzieleniu się z nimi technologią,

Tajnym sądzie FISC (Foreign Intelligence Surveillance Court – Sąd ds. Nadzoru nad Działalnością Wywiadowczą) i jego ściśle tajnych orzeczeniach,

Tajnym do 2006 programie szpiegowskim Stellar Wind zaleconym przez Busha niedługo po atakach z 11 września.

NSA szpieguje wszystkich

Standard

Szybka aktualizacja!

Zadanie mnie odrobinę przerosło – na napisanie artykułu potrzebuję jeszcze kilku dni.

Poza tym brytyjski Guardian przez kilkoma minutami ogłosił kolejną rewelację – Snowden pokazał im kolejne dokumenty. Bezpośrednio dotyczą one Microsoftu i ich dalekoidącej współpracy z NSA – najpotężniejszą agencją wywiadowczą w USA. Muszę to opracować.

Proszę o cierpliwość! Obiecuję, że warto czekać!

Snowden ujawnia: NSA szpieguje wszystkich

Standard

Drodzy polscy czytelnicy!

Aktualnie pracuję nad artykułem na temat Edwarda Snowdena i ściśle tajnych dokumentów amerykańskiej agencji wywiadowczej NSA, które zaczął publikować na początku zeszłego miesiąca. W artykule opisuję na czym polegają programy szpiegowskie tej amerykańskiej agencji i co dokładnie ujawnił Ed Snowden.

Mój artykuł gromadzi informacje z wielu anglojęzycznych źródeł, m.in. brytyjskiej gazety The Guardian i amerykańskiego Washington Post, za pośrednictwem których Snowden publikuje dokumenty. Korzystam też z publikacji Jamesa Bamforda dla portalu Wired, eksperta ds. NSA i amerykańskiego wywiadu, który opublikował szereg książek i artykułów na temat tej agencji. Dodatkowo w artykule znajdą się przełomowe informacje na temat NSA ujawnione przez media na przestrzeni lat 2001 – 2013, za sprawą ludzi takich jak Snowden.

Post zatytułowany będzie “Snowden ujawnia: NSA szpieguje wszystkich”.

Artykuł znajdzie się w tutaj w najbliższym czasie. Gorąco zachęcam do czytania!

BBC refuses to apologize for using a student trip to secretly film inside North Korea

Standard

BBC refuses to apologize for using a student trip to secretly film inside North Korea

The London School of Economics (LSE) said in a letter to its staff and students on Saturday that it “deeply regrets” BBC’s refusal to apologize for and cancel its Panorama documentary on North Korea scheduled to air on Monday night. Footage for the program was obtained when three BBC journalists used a LSE student trip as cover for secret filming inside the country, while withholding knowledge of their plans from the school and allegedly misleading the students.

The university student society Grimshaw Club‘s eight day trip to North Korea is understood to have been organised by a third party. Neither the club nor the LSE accept any organisational responsibility for the tour. Guardian reported that John Sweneey’s wife, Tomiko, was behind the arrangement of the trip. Mr John Sweeney and his wife, accompanied by a camera man, used the trip as cover for secret filming for their investigative BBC Panorama series.

Guardian quotes a ‘senior BBC source’ as saying the tour attendants were warned “twice” in advance that there will be “an undercover journalist” on the trip. But the real plan, that involved three BBC journalists and secret filming, was not revealed to them until they were in Beijing, the source said.

But a person who the LSE student paper Beaver believes attended the trip told the interviewer that students were unaware of the presence of BBC journalists on their plane to Pyongyang and were led to believe one of them was a “history professor”. The LSE’s Saturday letter quotes North Korean agencies as saying this supposed ‘professor’ posed as a LSE PhD student while undergoing verification with the authorities and had even provided the exact address of his ‘office’. In reality, Mr Sweneey graduated from LSE in 1980 with a BSc in Government and therefore is no longer a LSE student.

The LSE condemned the BBC for putting their students in “unacceptable” danger and alleged the corporation had not obtained informed consent from those who attended the trip. But the BBC insists that it gave the students enough information, some of which it had to withhold for the students’ “own safety” in an event of an interrogation. The Telegraph reports Panorama’s spokeswoman as saying the students were “fully aware” of the presence of a journalist and given a chance to not attend the trip.

However, in its Saturday letter to staff and students the LSE said BBC staff “confirmed” the School’s students were “deliberately misled” with regards to the involvement of the corporation in the trip. Mr Sweneey is reported to have rebuffed this by saying he spoke with students after their return and ‘majority’ of them do not feel misled. George Gaskell, head of the LSE, wrote in a Saturday letter that “at least two students” and parents of one have expressed “grave concern” about the situation.

The school spoke of the “extreme danger” the operation posed to the safety of the students had the filming been discovered. The Student Union Secretary Alex Peters-Day condemned BBC’s “reckless” conduct on Saturday saying she was relieved students managed to leave the country without being detained. In clearly contrasting assessment, the BBC conducted an internal risk analysis of the plan and gave it clearance “at the highest level”, the LSE letter says.

The letter also alleged BBC conduct endangers LSE’s reputation and impedes their research in countries where independent academic enquiry is looked upon suspiciously.

Jason Wong, a student representative, told the Guardian on Sunday he would be “seeking to revoke” Mr Sweneey’s alumni status.

North Korea has been high on the news agenda in 2013. There has been an escalation of provocative rhetoric and displays of power between the Kim-Jong-Un administration and the US and its Southern ally over the regime’s nuclear capability. The Telegraph believes the tensions heightened in December 2012 after a North Korean missile launch. The BBC argues it will not pull the programme because it was filmed in a country “central to current events”. The BBC News head of programmes Ceri Thomas defended the film as “an important piece of investigative journalism”.

v2 (15.04.2013)